top of page

JANUSZ KRZYMIŃSKI

 

 

 

SZCZECIN

 

Jedno z wejść do Miasta wyściełane jest morzem.

I tchnienie jego

obraca Koło rzeczy.

Zadomowiony pod tym niebem

i sztuką tak niedawno poznaną

człowiek władając ogniami

mórz orkę sposobi.

Po „…żegnajcie statek tkliwie.”

Powrotu radość niebawem

w kształtach nowo odkrytych

choć w krzyku innych ptaków ranek się umości.

Ale

by krąg rzeczy ustrzec od zamętu

to w obmyślaniu przyszłych wielkości

miejsca równie czułe niech będą

dla jabłka

obłoku

i spojrzeń zwierząt.

Dlatego pot spływa i sobą syci

płomień

drżący w przedsionku dalekich podróży

w jakie Ziemia co dnia wyrusza

z miłości do widnokręgu który

statków dymy

oddalając

przygarnia.

 

 

 

 

 

 

 

WYBRZEŻE

l

Pozamieniałem strony świata.

Nie mają znaczenia w mojej geografii odkryć.

Na zieleni powleczonej księżycem oparłem cień o drzewo

i słucham tętna morza.

Ono oddaje mi wilgoć i nie każe być rybą piaskiem

lub kawałkiem drewna.

Ani wizerunkiem niedawnych przyjaciół co wchodzą

do kawiarń

zamienić ukłony i kobiety.

Ono lubi zabijać.

Wiedzą to sosny zapamiętałe w strachu i ludzie o twarzach

rzeźbionych wiatrem którzy wiozą oddychające srebro.

Noc pochyla głowę

patrzy w ognisko i żaglowcami gwiazd steruje.

Pozamieniałem strony świata.

Kobiety o biodrach kruchych jak świeżość poranka

czekają na muszlę serca.

Są w nich niedograne szumy i tęsknota morza za brzegiem.

 

2

Morze ma oczy wszystkich kobiet Ziemi i jest bardzo młode

gdy w białych sandałach z łukiem widnokręgu poluje.

W niepokoju sosen dzień się wolno starzeje.

Miłość z kąpieli powraca i nie wie czy jest słona z morza

czy ze mnie.

 

3

Niebo rozwieszone na masztach statków

Krzyk jego w powietrzu

Miejsca pożegnań są puste

nikt słońca nie podnosi z piasku.

Na drugi brzeg snu odchodzą kobiety.

Morze zamyślone na kamieniach siadło

i dni są jak skok sarny i jak stąpanie wołu

 

 

4

Pamięć okrętów – ptak który nie odlatuje.

Opowieść i butelka krążą w błękicie fajek.

Oczarowani przyjaźnią lądu prędko zapominamy

o tych co ją utracili.

A dzień powstaje od stołu leniwy

jak jego starsi bracia.

 

5

Łódź tancerka falbanę piany podrzuca

Ląd się oddala z ukłonem

a morze lekkie w biodrach jak dziewczyna

nim zostanie żoną

dzień łagodny do podróży stręczy.

 

6

Morze śpiewa: Ziemia drży kiedy przechodzę

na grzbiecie niosę okręty

i choć obliczam na ziarnach piasku

nie wiem jak długo żyję.

 

7

Morze dno nieba z różnymi rybami.

One milczącej elegancji pełne idą w dalekie spacery.

Dzień się zbliża do krawędzi znużenia.

Jak wypuszczony z więzienia jestem:

za dużo dróg mam przed sobą.

 

8

Morze nadchodzi by napić się z rzeki.

Wybrzeże z latarnią w dłoni daje znak – czuwa.

Wielu jest idących. Niewielu powraca

I sam się od siebie uwalniam.

 

 

Janusz Krzymiński, Smak moreli*List w butelce, ZLP seria: WZNOWIEMIA, poz.2,  Wyd. hogben, Szczecin 2022

 

 

 

 

 

 

 

 

 

MAGDALENA BUKOWSKA

 

 

 

 

***

 

Z tchnieniem poranka

oczy zaparowane łzami

które nie spadły

ocieram

Przypadkiem jakby zupełnym

Ot tak

niczym pomiędzy-przerwą-chwilą

codzienną kanapką a zapięciem guzika

Ot tak

nonszalancko wręcz

zahaczam o te wargi

te przeklęte!

Milczą choć tyle wykrzyczeć miały

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

gdzie Odra…

 

 

***

 

Zawsze gdy widzę ten mech

wyobrażam sobie że jestem Królewną Śnieżką

Królewna leży wśród zieloności

uśmiechem odpowiada ptakom

Zawsze gdy widzę ten mech

stąpam delikatnie i miękko

Wiem, że Królewną nigdy nie będę

choć odpieram ataki macochy

Zawsze gdy dotykam dłonią tego mchu

Myślę, by kiedyś móc tak odpocząć

i wypluć na żądanie

każdy zatruty kęs

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RÓŻA CZERNIAWSKA-KARCZ

 

Powinowactwo

 

szczeciński kraj krakowska ojczyzna nie przypadkiem spleciona

wstążka życia krakowskie Błonia szczecińskie Błonia niebieska

Wisła Odra zielona wiją warkocze pod Zamków zboczem

a kamieniczki w krętych uliczkach tu na Korsarzy tam na Kanoniczej

z wczorajszych marzeń jak obyczaj każe dni mi dodają albo

odliczają spacery nocą poranki złote po Rynkach biegną obcasów

stukotem

kraju ojczyzno płyniecie we mnie żywym strumieniem Krakowie

Szczecinie zielone Planty Aleja Fontann gwiaździste place Kościół

Mariacki znane obrazy

a na Gołębiej jest Instytut czasem też pada deszcz na Brackiej

wstęga Estakady powiewa u szczytu Baszty Siedmiu Płaszczy

gdy nad Krakowem księżyc krąży Szczecin srebrzystą gębą

ziewa ta sama kołdra z mgły puchowej nocą pamiątki

miast okrywa Sydonii stos dom Katarzyny i Bogusławów

sarkofagi w Katedrze Królów na Wawelu alabastrowa

dłoń Jadwigi Piastów z Jagiełłą połączyła

stary Barbakan Brama Floriańska Brama Portowa z Królewską

Bramą i w obu miastach pomnik wieszcza co wszystko w paru

słowach zawarł:

- „(…) Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie” - to przecież o was

Szczecinie Krakowie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A może to nostalgia?

 

Rumieni się jesień szkarłatnym rumieńcem

I wije z rudych liści fantazyjne wieńce

Wplata w nie girlandę bluszczu szmaragdową

Rozpyla września smugi w cieniach opalowych

 

Październik jak Arachne tka nici pajęcze

Układa puzzle z ptaków Zbiera chmur naręcza

Do kolaży perłowych Na kartkach z welinu

Nim przyklei ostatnie to pierwsze odpłyną

 

Rozpierzchły się liście jak myśli przydrożne

Brunatnieją uwiądem słowa niezebrane

Depczą je w grzęzawisku barw szarzy przechodnie

 

Wiatru podmuch rozniecił znów zetlałym ogniem

Nadzieję Co z westchnieniem opadnie na chodnik

Wyszklony listopada obojętnym chłodem

 

 

 

 

 

 

 

LESZEK DEMBEK  (WSPÓŁAUTOR)

 

POLIFONIA POEZJI Nad-Widzenie

 

KWADROWIDZENIE (czterech autorów)

 

Wariant III {korelacja autora}

PORTOWE ŻURAWIE

[ szczeciński port]

 

Stalowe żurawie w sukniach z białej mgły

Opadająca mglista szata ukazuje ich nagość

Kryjącą opary przeszłości

Trochę zdziwione szybkim nadejściem XXI

 

Zadumane jak maszty na wiecznej wachcie

Toną w myślach (nie)skończonych

Milczących nieruchomych

Przodownicy pracy odchodzący na emeryturę

 

Spragnione niczym marynarz słodkiego lądu

Widząc swój zimny szkielet

Łapami zakotwiczyły się w nabrzeżach

Wypatrują w oddali statków z dawnych lat

 

Nie chcą rozmawiać jak kotwica rzucona w morze

Ich słowa są zardzewiałą ciszą zakneblowane

Rdzawi świadkowie dawnej świetności

 

Nie mają siły aby prowadzić dawne spory

 

 

Tylko Posejdon jeszcze uderza ostrym trójzębem

Słychać spotkanie stali

Z Bogiem Morza

Zimna fala zanika koliście w oddali

 

Aż ławica ryb unosi się nad umartwionym portem

Który tonie w oczach żelaznych żurawi

Słuchających krzyku mew

Kilku wędkarzy na brzegu pije gorącą herbatę z termosu

 

Leszek Dembek / Edyta Rauhut/ Zbigniew Jahnz / Wojciech Kral

 

 

 

 

 

 

 

LESZEK DEMBEK

 

 

PLATON

 

Spotkałem Platona, nie widzieliśmy się ponad dwa tysiące

lat. Spytałem prosto z mostu, bo czasu już nie ma: Dlaczego

Mistrzu zbłądziliśmy? Spójrz, powiedział: „na szczycie świata

myśli świeci idea …, wiem, że trudno ją dojrzeć”, ale (…) „ona

jest dla wszystkiego przyczyną wszystkiego” (…). Wiem, że

w tym czasie jeszcze nie byłeś. Ale też wiem, że wśród was

był J. z Nazaretu i również… Nie wiem, kto ma jeszcze do

was przyjść? Najlepiej, gdyby to stało się jeszcze tej nocy…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ROBERT A. FLORCZYK

 

Kapsuła czasu

 

To tylko 137 kroków

Czasem 138

Wchodząc na most Długi

Przechodzę na most Hanzy

Gdzie istnieje Łasztownia − kapsuła czasu

Oto jest abordaż wyobraźni

Poniżej kilwater

Barki i pchacza

Rozpina zasłonę na rzece

Widzę krzątaninę

Tragarzy

Słyszę nawoływania

Kupców rozmawiam

Z rybakiem który

Z Falsterbo przywiózł

Ładunek śledzi

Opowiada o sztormie

I udanych połowach

Zapewnia mnie że to dobre

Śledzie

Które kupię jutro

Gdy wrócę z kapsuły czasu −

Łasztowni

            

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 PORT

           

Navigare necesse est

 

Stwórca rzekł dnia trzeciego

Niech zbiorą się wody spod nieba w jedno miejsce

I nazwał to miejsce morzem

Niech się ukaże powierzchnia sucha

I nazwał to miejsce lądem

A potem stworzył Adama i Ewę

Którzy opuścili Eden

Wędrując napotkali miejsce gdzie woda dotyka lądu

I nazwali je

Portem

Bo było bezpieczne

Stąd bowiem nieustannie wyrusza się i wraca

Tu jest początek i koniec wszelkiej podróży

Wypatrujesz go gdy znika

Albo niespodziewanie pojawia się

pod dachem dłoni nad wzrokiem

Kotwiczny łańcuch ma dwie melodie

Wciągania  i zarzucania

Gdy się dobrze przyjrzysz z oddali

Nad Portem

Napis widnieje wyraźnie

Czyniony lotem przez krzykliwe mewy

                        Szczecin  − twój port macierzysty

 

 

 

 

 

 

 

ANETA GAWRIŁOW

 

Gdzie Odra z Bałtykiem

*

O! Amfitryto!

darmo ciebie wygląda

Brama Portowa

 

*

klątwą Sydonia

sławny ród rychło skona

lud wierzy stosom

 

 

 

 

Aneta Gawriłow

*

ze stosu kartek

najważniejsza ta czysta

świat pełen stworzeń

 

*

 

pęk rdzawych kluczy

któryś wreszcie otworzy

właściwe zdanie

 

MAŁGORZATA HRYCAJ

 

 

erotyk morski

 

zielonooki kochanku

jakże odurza twój zapach

w warkocze wodorostów

wpleciony przynosisz mi

zgiełk obcych miast złoto plaż

w szkatułach muszli perłowych

skuszę cię cekinami gwiazd

pozapalam latarnie

przyśpieszę rytmy szant

jak w rzekę w estuarium zwabioną

przelejesz we mnie fale życiodajne

kiedy obudzę się poszukam

bursztynowych łez wyrzuconych

na brzeg

 

Zdjęcie – Leokadia Szymańska

 

 

 

brzdęk

 

kiedy pobiję filiżanki

pozostanie krucha głowa

uderzę nią w mur między nami

gdy wypadnie szkło z oczu

będę widzieć jaśniej

znajdę tajemne przejście

 

mieliśmy żyć długo i szczęśliwie

w szklanych domach fetować

kryształowe gody

w zastawach made in china

celebrować miłość

 

zagubiliśmy smak

herbaty w musztardówkach

nocy sączonych z blaszanych kubków

deszczu jęk i płacz szklany *

zaparowane odbicia w weneckich lustrach

 

moja dziewczynko z porcelany 

kiedyś to mi się stłukła **

 

 

 

*Leopold Staff  Deszcz jesienny

**Krzysztof Kamil Baczyński Słowa po deszczu 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ANETA MARIA HRYCKIEWICZ

 

 

 

tam gdzie Odra z Bałtykiem się spotyka

 

jak niespokojne fale Bałtyku z pianą

emocji rozlewających się po kącikach ust

w złości potarganej z siłą wietrzną

w najwyższej skali Beauforta

sztormowa aura dookoła

trzeba przeczekać aż Neptun spełni swą powinność

zatrzyma zatrzyma wściekłość wielkiej wody

to brodacz w swej masce niedawno odkryłam

 

jaki spokojny nurt Odry odczuwam w głębi siebie

bezpieczna w jej objęciach jestem

z dala od wściekłości  wielkiej wody

tutaj Neptuna nie spotkam

brodacza bez maski owszem

chwila szczęścia czy wybudzenia się ze snu

pytam wciąż siebie samą aż do znudzenia

czyżby śpiąca królewna

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

moja przestrzeń

 

Pójdę nad jezioro lśniące od promieni słońca

wiosną latem liśćmi przykryte jesienią

zimą zaś  płatkami śniegu przystrojone

ujrzę twarz twoją i to słowo w lustrze wody

odgadnąć każdą porą chciałabym

emocje w przestrzeni dosięgną mnie wtedy

pod płaszczem szczęścia choć tęskniąc

za miłością twoją ze strachu oddaloną

w czasie jakim nie wiadomo

powrócę do wspomnień tymczasem

 

 

 

                                    Aneta Gawriłow

 

 

ANNA JAKUBCZAK

 

 

 

Córka morza

 

głaszczę piasek

zamykając lirycznie morze

ochładzające zadziorną duszę

badam przestrzeń

szukam zaufanego astrolabium

 

Zefir rozczesuje włosy

busolą rozsądek – szepcze

 

zrzucam skórę widzę

jak na horyzoncie

przepływa ostatni żaglowiec

impuls przeszywa ciało

ruszam chwytam los w ręce

 

jestem córką morza

odradzającą się z fal

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kierunek odwaga

 

płynę po ciężkich wodach

czasem ster nie wytrzymuje

zbyt wysokich fal

a może to ja za daleko mierzę

 

płynę metaforą -

poszerzając horyzont

port ciągle się zmienia

wieczorny wiatr zdmuchuje czapkę

a widnokrąg zwodzi mnie busolami

 

płynę z życiem burta w burtę

morski zapach koi neurony

może kiedyś zaznam wolności

jak mewy okalające plaże

 

jeszcze nie czas

by zarzucić kotwicę

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

JANINA  KRUSZYNIEWICZ

 

 

Dla Elizabeth

 

Nie ma już domu. Zniknęły róże.

Jest polana, trochę starych cegieł.

Miejsce istnieje, realne, nadal piękne.

Nie odeszła cisza, stoją drzewa stare.

One przechowują obraz pięknej damy,

Czuła się tu szczęśliwa, sadząc kwiaty.

Komponowała klomby.

Tworzyła miejsce, które wciąż trwa.

Róże zniknęły, kwitną trwalsze bzy

podziwiane przez E., gdy czesała włosy

twarzą zwrócona na północ.

 

Miejsce

 

Gunica i Świdwie. Znasz to miejsce?

Ptaki zakładają gniazda od stuleci.

Słychać klangor żurawi.

Odmierzają co roku cierpliwie przestrzeń.

Niezmienną, odwieczną, szumiącą.

Czasami żerują na łęgach,

przecinanych korytami rowów.

Przyglądają się sarnom i zającom.

Harmonijnie upływają lata

niezmącone przez sztuczny XXI wiek.

 

Róże

 

Wioseczka wśród łęgów, zapomniana przez świat.

Trochę uli, nieco grządek, stare domki.

Drzewa jeszcze starsze, prastary nurt rzeczki

wpadającej do jeziora. Śpiew ptaków.

Obecny zawsze. Kasztanowce gęstym szeregiem

stojące na staży miejsca.

Tu żyła dama pielęgnująca ogród.

Róże wciąż tu pachną.

 

 

ROMAN ADAM FALKOWSKI

 

 

Żywioły                                  Podgrodzie, 17.03.1996               

 

 

Z ekranu bajka dziecko pochłania,

wciela w bohatera wielbionego.

Potrzeba silna się wyłania,

Czułości ojca, rybaka zmęczonego.

 

Ziemia pod nogami się kołysze.

Wybrane sieci znowu są porwane.

Wiatr w uszach melodię cicho świszcze,

że na rano są nieprzygotowane.

 

Siny żywioł, zawiesina mglista,

życiodajny kat, co życie odbiera.

Oczy blade, ruchy powłóczyste.

Woda życia a życiem poniewiera.

 

Płyń rybaku, w śpiew syren wsłuchany.

Nie daj się ponieść plotkom zazdrosnych mew.

Nad Bałtykiem rozhukanych,

chcących koniecznie poruszyć twój gniew.

 

W domu, syn przed telewizorem,

czeka na ojca uśmiechnięte lico.

Ciężką pracą jesteś jemu wzorem.

Rozjaśniasz dzisiaj przyszłość  tajemniczą.

 

Bądź ufny ojcze, że syn zrozumie

i bardzo tęskni do twoich powrotów.

Kocha cię tak, bo tak tylko umie

a nie zna dobrze ojczynych zalotów.

 

Ogorzałą od mrozu i słońca

twarz, ręce spękane, jak bochen chleba,

zapamięta do dni swoich końca

i trud pracy ojca i…, że tak trzeba…

 

To twój hart ducha, kark nieugięty…

Ty bohaterem jesteś dzisiejszym!

cichutko w serce małe przyjęty,

Wypłyniesz piękny, lepszy, silniejszy.   

 

 

 

 

 

 

Tivoli                     Podgrodzie, 28.04.1996

          

 

 

Smoki skręcone, smoki walczące,

dostojni władcy, zwierzęta płoche.

Zgrabne dziewczyny, pięknie tańczące

i żagle jachtów i piwa trochę.

 

Miasto zabawy i swawoli,

kolorów świateł i uwaga…

radości dzieci! Małe Tivoli.

troszeczkę mniejsze, niż Kopenhaga.

 

Kwiaty, topole, domy zielone.

Młodzi grajkowie z różnych stron  świata.

Gwardzistów czapy, jak przytwierdzone

termitów gniazda z zeszłego lata.

 

Andersen z panią, gdzieś ze Szczecina,

wciąż zadumany spogląda w bok.

I jeszcze dziecko w objęciach trzyma.

Smutnej syrenki w dal błądzi wzrok.

 

Waleczna Gefion, trzech synów matka,

w trzy byki zmienia swoje pociechy,

by w nocy orząc, jak mówił traktat,

utworzyć państwo dzieci, uciechy.

 

Miasto rowerów, królów i cerkwi

złotem kapiącej. Historii blaskiem

spełnia pamiętnik Europy – świekry.

Tivoli budzi się rannym brzaskiem.

Miła moja, jak miło…

 

Miła moja, jak miło

nad Zalewem, w sobotę,

w gąszczu puszczy nam było.

 

Cicho sosny szeptały.

Czaple, posągi białe,

w wodzie się przeglądały.

Zdziwione, choć dumne całe.

 

Dęby się dotykały.

Opiekuńcze i czułe.

W ramionach nas trzymały.

Dawały przytułek.

 

Miła moja, jak miło

w Nowym Warpnie, w niedzielę,

gdzieś na plaży nam było.

 

Ludzie coś tam szeptali.

Na wodzie żagle białe

żeglarze wybierali.

Tuż obok… dzieci małe.

 

Rodzicom uciekały,

czegoś bardzo ciekawe.

Wiatry twarze smagały.

Twoje słońce łaskawe

           

Miła moja, było…

Z tobą mi było miło.

 

 

 

 

 

              Lejbuszewo

 

 

Dziś już mnie nie zachwyca

ulica Naruszewicza.

 

Gdzieś podział się Mikołaj

milcząco „Dla chliba praciu”.

Z konnej węglarki na kołach

nie wzdycha: Ukraina!

W kożuchu, jak w chałacie.

 

Dawniej nie miała końca

Długosza – ulica słońca.

 

Dziś nie ma czarnej Estery,

Natana, Salci i Joska.

Przepadły historie cztery.

Przepadła matczyna troska

w garbatego dramacie.

 

Z Niemcewicza ulicy

nie ma już wiecznej dziewicy.

 

Zniknęły stare Niemki,

jidisz i sąsiad z lewej – Blas.

 

Tylko Mysia Sasiela z ręki

karmi koty parchate. Czas

głaz . Osunął się i zgniótł.

Na Krasińskiego granie

ucichło – gdzież są Cyganie?

 

Nie stają w kole tabory.

Przygasły iskry z ogniska.

Wilniuków rozgowory,

wspomnień o Lwowa siedliskach.

Czas, czas… historii czas je zmiótł.

 

Z Rodziewiczówny wszyscy

Nie są już sobie bliscy.

 

 

 

 

 

Wyniosła się Berta z kwiatkiem

i pan, co śpiewał o siostrze.

Ten dźwięk, ostry nie przypadkiem…,

„Noże, nożyczki ostrzę!”

Ze ścian zniknął winobluszcz.

 

 

Żal mi dziś Słowackiego

secesji stylu zniszczonego.

 

Mury z łuszczycą, liszajem…

Tam ciągle dziury od kul.

Z półwiekiem w ścianach zostaje

stłumiony, wojenny ból.

Oleandry szczecińskich puszcz.

 

Na Kołłątaja, Reja…

 

Tu Rysiek zmarł. Za dużo pił.

Tam Janusz zginął w morzu.

Dziecinny Marek jest, jak był.

Nic go nie upokorzy.

Zaszył się w kanadyjski busz.

 

I znów ta Naruszewicza

skromna skromnych ulica.

 

Nawet najdalej wszędzie,

gdzie jestem, Naruszewicza…

ta zawsze już moja będzie.

Skromna skromnych ulica

I daleko odeszłych dusz.

 

 

 

 

 

 

 

ANNA MARIA KWIATKOWSKA

 

 

 

Odra

 

Płynie Odra

Leniwie, ospale.

Ma czas.

Srebrny nurt niesie historie

Mijanych po drodze miast.

Płynie rzeka wciąż dalej i dalej

Ludzkie problemy niesie.

Może uda się Jej je zostawić

W rozlewisku, przy starym lesie.

Szczecin przykucnął na brzegu,

Przegląda się rzece co dnia,

Szepcze Jej własną historię,

Bo opowiadać też o czym ma.

Płynie Odra leniwie, ospale.

Pamięta historię miast,

A mnie nurtuje pytanie:

Czy będzie pamiętać też nas?

Płynie Odra leniwie, ospale.

Ma czas.

          

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jesień

 

Bezszelestnie, po kryjomu

Przeszła Jesień koło domu.

 

A z nią wiatr obieżyświat

Złote liście drzewom skradł.

 

I przypędził ciężkie chmury,

Świat uczynił szaro – bury.

 

Dosyć, dosyć odpłyń smutku,

Wietrze wiej już powolutku.

 

Jesień wzięła pędzel złoty,

Nie chce deszczu, nie chce słoty.

 

Teraz wszystko złotem świeci,

Babie lato z wiatrem leci.

 

Tańczą liście wokół drzew

Słychać tylko krzyki mew.

 

 

 

 

 

 

 

 

                                 

 

 

 

 

JAREK KWIATKOWSKI

 

 

Mój Szczecin

Tyle ulic tutaj znanych,

Ludzie się tylko zmieniają.

Chodnik depczę od pół wieku,

Portowego mego Miasta.

Szkoła, studia potem praca,

Rower, kapsle, trzepak, bunkry.

Tylu kumpli już odeszło,

A budynki jakby nowsze.

 

Odra szlaku nie zmieniła,

Bulwarami nie wstyd chodzić.

Wyspa Grodzka, rozlewiska.

Łodzią prosto w Bałtyk wpłyniesz.

Dalej świat, oblany wodą.

Fale niosą masę wspomnień.

Tylko w stoczni tak jakoś cicho,

Słońce wschodzi wciąż tak samo.

 

Aby wiatru nie zabrakło,

Co popycha nasze żagle.

 

 

 

 

Meklemburska brama do Paryża

 

Wśród Paryskich placów Miasta

I historii murów, bruków.

Szukam wspomnień zapomnianych

I brylantów w nim ukrytych.

 

„Meklemburska Brama Mierzyn”,

Zapomniana i w nieładzie.

Brak już wierzb i dróg piaskowych,

Fabryk, szyldów, statków morskich.

 

Dumne Miasto moje Szczecin.

Niczym orły trzech pokoleń.

Strugi ulic w plac łączone,

Piękne domy secesyjne.

 

Smak magnolii oczy pieszczą.

Platan w korze kartki chowa.

Zapisana tu historia,

Nowa, stara, całkiem nasza.

 

Zabierajcie kina, stocznię

I stawiajcie swe wieżowce!

Zamku, Odry nie ruszycie!

Wiatru wspomnień nie uciszysz.

 

 

 

              

 

 

Wieś Gumieńce

 

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                           

Gumieniecka wsi kochana,

Gdzie Ty mi się zapodziałaś?

Boso biegać w rannej rosie

I pod wierzbą pospać trochę.

 

Szelest łanów, zapach siana,

Wszystko tak mi bardzo znane.

Dziś z wnukami Tu przybyłem.

Cisza, asfalt, liczne domy!

Ni kowala, ani młyna,

Pola puste, nieobsiane.

Wszystkie stawy zakopane,

Gdzie się skryje ptactwo wodne?

 

Zagubiona sarna pędzi,

Nie jej teren teraz wszędzie.

Dziki ciągle wyganiane,

A na jeża psy jazgoczą.

 

Nie ma krowy, by pokazać,

Snopków w rżysku, siana, stogów!

Ledwo ptaków śpiew tu słyszę.

Gdzie cię szukać? Wsi kochana.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

MONIKA MIŁOSZ

 

 

 

 

 

List do B.

Tak mnie wabisz i mamisz

Lazurowym świtem

Szumnie koisz myśli

Pieniście otulasz

 

Chłonę

Twoją piaszczystość

Przejrzystość i śpiew

Grasz we mnie spokojem

W akompaniamencie

Rybitw i mew

 

Tak dobrze jest wracać

Ty zawsze stęskniony

Czekasz wytrwale u swojego brzegu

Niecierpliwością fal obmywasz nogi

Zmęczone gonieniem

Dni powszednich w biegu

 

Czemu więc Bałtyku

Skoro odwzajemniasz

Tę miłość moją i moją tęsknotę

Nie przyjdziesz raz do mnie

Występując z brzegów

 

Pozwalasz mi tęsknić

Za twych piasków złotem

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Moja Wenecja

 

Naiwność

Rysuje się światłocieniem

Na mojej twarzy

 

Rozmyślam

 

Kiedy zamglony błękit

Zanurza się w kroplach wody

Cisza doskwiera najbardziej

 

Każdy ma jakąś Wenecję

 

Zmoknięte domy

Stoją w tym samym deszczu

Choć słonym

 

Uśmiech zaszedł ze słońcem

 

Tylko gondole niewzruszone

Odbijają się od brzegu

Szukając w wodzie gwiazd

 

Jak ja

Odbicia

W twoich oczach

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zdjęcie – Leokadia Szymańska

 

 

 

 

 

 

 

BARBARA MORACZEWSKA - JANKOWSKA

 

MYŚL

 

tam gdzie wielkie nieba obejmują wody i lądy

jest nieskończoność doskonała

wszechobjęcie które rozdziela i łączy

granice wyobraźni kres widzenia umykanie

materii nietrwałej w przestrzeni bez początku

i końca gdzie tęcza na sumieniu światła

rozpięta z horyzontem zależnym od fizyki

pogodzonym z teorią względności

 

dalej  i  dalej

tylko myśl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

MIEJSCA

 

w mozaice dzielnic ścieżkach parków

tatuażach kamienic Śródmieścia

wiernej rzece z mostami tajemnic

zaklęte

 

można stanąć na dachu miasta

w gwiazdach ulic zakręcić się

w dobrą stronę lub odwrotnie

jak Wenus

 

zamyślenia rozwiać po Pogodnie

zajrzeć w oczy kasztanom

gdy kwitnąc otwierają bramy z napisem

dojrzałość

 

w szybkim tramwaju życia

wszystko miga jak kosmos

można przystanąć

żeby dotknąć

 

 

 

 

 

 

 

 

ADRIANNA RAUHUT

 

***

 

wzdłuż rzeki świateł

 

za cykadą klaksonów

 

iść rytmem miasta

 

 

***

Wrzask mew niesiony

przez wiatr który ukrywa

błękit pod swetrem

 

 

 

                                         Adrianna Rauhut

 

 

 

 

EDYTA RAUHUT

 

 

***

 

Odra płynie szybko

przez równiny szarych dni

czasem wyskoczy wspomnienie

 

Posejdon był u kosmetyczki

Zamek przekręcony

zgubionym kluczem

 

ale morskie fale nie dosięgają

ulic Szczecina

 

a Gryfuś marznie w kąpielówkach

w jasnym zaułku

 

czas zwolnić

 

08.11.2023

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

wzmianka

 

w boskich planach plamy rzeczywistości

tańczą na tle chaosu

 

niepoukładane godziny

rozrzucone dni

nie piorą się w czasie

 

nie wyczekuje końca świata

kapryśny Dionizos

rozlewa do kieliszków krople krwi

dłońmi niewiasty

 

a publiczność dalej spragniona

przed iluzji ołtarzem

 

– to była ostatnia wzmianka o baranku

co gładził szaleństwa

aż zaczęły mruczeć

 

04.07.2023

 

Wiersz inspirowany powieścią „Nieznajoma z Sekwany” Guillaume’a Musso.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

DANUTA ROMANA SŁOWIK

 

Miasto

 

Przygarnij mnie Miasto

Sercem płaczę

ciepła twojego spragniona

błądząc po świecie szukałam bez końca

kresu na swoje życie tułacze

 

Przygarnij mnie Miasto

Dziś we wspomnieniach

jak najpiękniejszy motyl się jawisz

gdy nieuchwytnym skrzydeł muśnięciem

odświeżasz w myślach dawne obrazy

 

Przygarnij mnie Miasto bo

Portu szukam

by łajbę życia móc przycumować

marzenia złożyć jak bagaż cenny

do bram portowych z nadzieją pukam

--------------------------------------------------

W końcu otwarte…

Znów jestem w domu

Witam cię Miasto − tęskniłam za tobą

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wena

 

Dronem chaotycznie nad miastem krążę

Trzy Dźwigozaury Trasa Zamkowa

Rzeźnia na Łasztowni  na Dąbskim żagle

Nad portem mewy Mariny jachty

Bryła Muzyki  kły białe szczerzy…

Anioł Stoczniowców strzeże Muzeum

Na Błoniach orły do lotu skore

 

Uliczny gwar ludzie się spieszą

dzwonią tramwaje hamulce piszczą

trąbią klaksony

Wir… jazgot… szum…

-----------------------------------------------------

A gdzieś nad skwerkiem miejską oazą

Wena swe skrzydła  dziś rozpostarła

Chmara pomysłów spod piór jej sfruwa

na klomby kwiatów

 

I w takie miejsce trafia poeta

Zwabiony ławką

Przyprószoną wersem…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  MAGDALENA SOWIŃSKA

 

 

Przedświąteczny Szczecin

 

Korale świateł

nawleczone na sznurki szczecińskich ulic

 

Przedświąteczne roziskrzone wieczory

wyperfumowane zapachem świerku i cynamonu

całują długą szyję Odry

 

Rotunda w seledynowym kapeluszu kopuły

kokietuje spacerujących alejkami Wałów Chrobrego

niemieckich turystów

 

Obnaża blade nogi jońskich kolumn

niczym zdradzona kochanka

w nadziei że do niej powrócą…

 

Nie poznała wcześniej miłości słowiańskich chłopców…

Każe więc sobie zbyt słono płacić

za zgłębianie tajemnic jej wnętrza w podziemnym pubie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Powrót

 

w ciemności nocy

ciężko opadającej na piersi

niczym czarne zwierzę

z jej gorącym oddechem na ciele

gdy węszy

najbardziej nabrzmiałe tętnice naszych tęsknot

jedziemy autostradą

w milczeniu głośniejszym od krzyku

pulsujące światła naszego samochodu

boleśnie naświetlają oczy kierowcy

który nas mija

wypalając na nich alfabetem Morsa

zbyt krótki sygnał SOS

 

 

 

 

 

 

 

 

 

MIROSŁAW STRĄGOWSKI

 

Szczecin

 

Miasto

Większość miasta

Bochnem chleba

Wciąż wyrasta

Pachnąc Polską

Ciągle nową

Lecz nie wszędzie

Jednakowo

 

Są budynki

W Gryfa mieście

Gdzie kursywy

Poniemieckie

Od lat straszą

Swymi kłami

Jakby prawa

Do nich miały

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Energia myśli

 

kwantowe domy

w warstwach światła

rozkwitają życiem

za każdym razem

gdy na skraju chmury

rozpędzasz pociąg

marzeń

 

 

 

Aneta Gawriłow

 

 

 

 

 

SPIS AUTORÓW:

 

1. Janusz Krzymiński

2. Magdalena Bukowska

3. Róża Czerniawska-Karcz

4. Leszek Dembek – sam & ze współautorami: Edyta Rauhut, Zbigniew Jahnz, Wojciech Kral

5. Robert A. Florczyk

6. Aneta Gawriłow

7. Małgorzata Hrycaj

8. Aneta M. Hryckiewicz

9. Janina Kruszyniewicz

10. Roman A. Falkowski

11. Anna M. Kwiatkowska

12. Jarek Kwiatkowski

13. Monika Miłosz

14. Barbara Moraczewska - Jankowska

15. Adrianna Rauhut

16. Edyta Rauhut

17. Magdalena Sowińska

18. Danuta R. Słowik

19. Mirosław Strągowski

  • Facebook
bottom of page